czwartek, 23 lipca 2015

Wino w ubranku // The Dressed Wine

Ostatnio wykonywałam nietypowe drobne zlecenie, mianowicie ubranko na butelkę wina.
Miało być zamiast kwiatka dla pary nowożeńców...
I miało być trochę inne ...


No nie wiem, czy mi się to udało, ale w każdym razie zamawiająca była bardzo zadowolona.
I chyba o to właśnie chodzi.
Ale, jak często mi się to zdarza, ja nie do końca byłam usatysfakcjonowana, a zamawiająca wręcz przeciwnie.
Nawet usłyszałam coś na kształt, że ja to już tak mam ...


Nalepka z haftowanymi inicjałami nowożeńców i z przywieszką z napisem love. Nad przywieszką powstał jeszcze niby kwiatek z koralików (3D), ale tego już mi się nie udało uwiecznić.

Zdjęcia zresztą są robione na szybko (liczę, że mi je wybaczycie), więc ubranko jest jeszcze niedoprasowane ...

Następne prace (skończone i rozpoczęte) pokażę przy najbliższej okazji ;)


A teraz zupełnie z innej beczki ...
Pogoda ostatnio daje mi się mocno we znaki.
Takie upały w naszym klimacie średnio lubię ... upalnie, duszno i mokro ...
Moje kości kiepsko to znoszą. Ach ten mój ukochany 'romantyzm'.

Tylko w ostatnią niedzielę była chwila wytchnienia, a prezentowała się tak ...
Jejku, ależ było cudnie choć przez trochę.



Chciałam Wam na już zupełny koniec pokazać nagrany krótki filmik, ale niestety, jest zbyt duży i przekroczył dopuszczalny limit.
Tak więc Wam nie pokażę, a tak się cieszyłam, że będziecie mogli posłuchać cudnego ptasiego zaśpiewu wydobywającego się z bardzo, bardzo wielu dzióbków.
Jeśli uda mi się coś z tym zrobić, to zamieszczę następnym razem.



Tak więc pożegnam Was pachnącym jaśminem :)
Dziękuję za liczne odwiedziny i przemiłe komentarze.
Do zobaczenia niebawem.

środa, 15 lipca 2015

Lato w ogrodzie // Summer in the Garden

Może z tym ogrodem to przesada, bo ogród jakoś bardziej kojarzy mi się z mnóstwem kolorowych kwiatów, ale zieloności nie brakuje.
No i oczywiście lato też jest ;)

Tak więc dziś nietypowo wpis zupełnie nierobótkowy będzie !!!

Kiedy mnie nie było, byłam właśnie tam i walczyłam z przywróceniem tego nie za wielkiego skrawka do jakiego takiego stanu.

Niestety, poza drzewami i krzewami, z resztą bardzo krucho ...
Po różach pozostały smętne niedobitki, inne z ocalałych kwiatów dopiero się rozwiną.

Przy okazji mała porada ogrodnicza.

Może Was zainteresuje, bo dotyczy naturalnych sposobów walki z mszycami (u mnie są całkiem poważną plagą).
Zielony nawóz:
Do przyrządzenia nawozu używa się młodych pokrzyw, będących jeszcze przed kwitnieniem. Najlepszym pojemnikiem będzie plastikowa beczka np. o pojemności 100–200 l z wiekiem. Napełniamy ją pokrzywą i zalewamy wodą w proporcjach 1:10, co oznacza, że w przypadku stulitrowej beczki wrzucamy do niej rośliny „ubite" w dziesięciolitrowym wiadrze i uzupełniamy wodą (oczywiście ilość i proporcje nawozu warto dostosować do własnych potrzeb). Wody nie należy nalewać pod samo wieko, bowiem w trakcie fermentacji nawóz może kipieć. Dla beczki najlepsze będzie ciepłe i nasłonecznione miejsce, gdzie pozostawimy ją na 10–20 dni (w zależności od panujących temperatur). Średni czas fermentacji wynosi ok. 2 tygodni. Raz na 1–2 dni nawóz powinno się zamieszać, aby podnieść z dna znajdujące się tam rośliny i pobudzić proces fermentacji dzięki natlenieniu. Po 2 dniach, kiedy ciecz zacznie fermentować, a na jej powierzchni pojawi się biała piana, można jej już użyć do oprysku przeciw mszycom.

Rośliny antymszycowe:
- anyż
- czosnek
- kolendra siewna
- mięta pieprzowa
- nasturcja
- petunia zwyczajna
- szczypiorek
Można sadzić pomiędzy naszymi biednymi zjadanymi przez mszyce kwiatkami i krzewami. Ja chcę spróbować z miętą pieprzową  i czymś jeszcze przy różach.

Ocet spirytusowy:
Wczesną wiosną można zastosować opryski, aby zlikwidować szkodniki i choroby. Trzeba w wiaderku z wodą (np. do 10-litrowego wiaderka wlać ok. 8 litrów wody) wymieszać 2 łyżki stołowe octu, 3 łyżki proszku do pieczenia, 2 łyżki rozpuszczonego szarego mydła, 2 łyżki oleju (najlepiej rzepakowego). Tę płynną mieszankę przelewamy do spryskiwacza i spryskujemy nią rośliny tak intensywnie, aż płyn zacznie skapywać z liści. Najlepiej robić to w ciepłe i słoneczne dni.
I to tyle, jeśli chodzi o mszyce.

Przy następnej okazji inne pomocnicze metody na inne stworzonka ...



Ale za to miewałam licznych gości, przede wszystkim rudzielców ... Wpadali (ły) głównie na wczesne bądź późniejsze śniadanka (widać jak pałaszują nasionka z modrzewiowych szyszek) ...
I tu mała dygresja.
Kilka lat temu zasadziliśmy kilka leszczyn i bardzo się cieszyliśmy na przyszłe orzeszki. Orzeszki są, z tym że nie my mamy z nich radochę, tylko powyższe rudzielce właśnie.
Nam się raz udało znaleźć jednego orzeszka w trawie ... pewnie zgubionego przez nieuwagę ...
I to by było na tyle, jeśli chodzi o orzechy laskowe.

Czy ktoś może zna jakiś sposób, żeby choć część zbiorów uchronić przed tymi nienasyconymi istotami???
Będę Wam bardzo wdzięczna za wszelkie porady :)



Jedyną fantastyczną niespodziankę sprawiły mi krzewy jaśminu, które prawie że utworzyły bramę tryumfalną nad furtką. Wyglądało to bardzo malowniczo.
Niestety, kupiony jako pachnący, okazał się praktycznie niepachnący. Ku mojemu wielkiemu żalowi ...
Ale oczy po prostu zachwycał ...
A tak bardzo chciałam mieć pachnący jaśmin przy furtce, co nieodparcie kojarzy mi się z dzieciństwem i takowym krzewem  u moich Dziadków ...

Może ktoś ma odstąpić/odsprzedać pachnącą rozsadę jaśminu?????




Tutaj moja córka uwieczniła "las", który wyrósł na wierzchu palików okalających grządki kwiatowe.
Oczywiście paliki już nie za bardzo spełniają swoją funkcję, bo jak widać, wysłużyły się.
Ale las niesamowity ...


Tu zaś zbliżenie na mój zakątek paprociowo-konwaliowy. 
Ten się jakoś trzyma, a nawet rozrasta.
Niestety, konwalie już przekwitły ...

Muszę też dodać, że postanowiłam wydać wojnę Mchowym niewiastom (kłania się Andre Norton i jej cykl "Świat czarownic"), choć u mnie odzwierciedlają one trochę demoniczne istoty leśne zawłaszczające wszelkie nowe tereny, jakie tylko uda się zdobyć.
I właśnie powiedziałam Nie lasowi u mnie ...


A teraz jeszcze trochę zdjęć okolicy, która jest przepiękna, a byłaby cudowna, gdyby nie ludzie z ich samochodami (nie mogę zupełnie zrozumieć, po co wyjeżdżać w zielone okolice i w kółko tłuc się wte i wewte samochodem, jakby nóg się zapomniało zabrać ze sobą).


Poniżej bardzo stary dąb, który jest olbrzymi i nawet straszliwa burza nie dała mu rady, choć odłupała jeden potężny konar ... 
Pragnę też nadmienić, że zdjęcia bez podpisów są autorstwa mojej córki :)


Oczywiście bez jeziora nie może się obejść, więc jeszcze kilka fotek.
I od razu muszę dodać, że zdjęcie zachodu słońca nie było w żaden sposób "poprawiane".
Po prostu taki właśnie był ...




A żeby tak zupełnie nie było, że o robótkach zapomniałam, to donoszę (chwilowo tylko słownie), że Wyzwanie w Coricamo, czyli moje espadryle, skończone i wysłane, inne niektóre prace też.
Zostały również rozpoczęte nowe, ale o tym wszystkim więcej w następnych moich wpisach.

I to dzisiaj na tyle i tak jakoś sporo wyszło ...


Żegnam Was gałązką złotokapu ...
Dziękuję za odwiedziny i przemiłe komentarze :)
Do następnego razu ...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...