niedziela, 31 lipca 2016

Malutkie myszki i gwiazdki - Choinka 2016 (7) // A Tiny Mice and Stars

Od dzisiaj przez prawie cały tydzień będę nadrabiać zaległości na wszelakich polach ... potem znowu wyruszam do mojego ogrodu, a wraz ze mną pojadą Marcinki :)

W ostatniej chwili, ale zdążyłam ...
Oczywiście chodzi o publikację zdjęć w zabawie CHOINKA 2016 (lipiec) u  KASI.

Pragnę też Was przeprosić, ale mój własny projekt, którego zajawkę z  domkiem pokazałam TUTAJ, będzie gotowy dopiero w sierpniu.
Nie wyrobiłam się przez te wszystkie wizyty i wyjazdy.

A oto już moje lipcowe bombki-zawieszki.
Jak widać poniżej, są cztery.



I same myszki ...




Niebieska gwiazdka została ozdobiona dodatkowo koralikami na samym hafcie.
Mam nadzieję, że na poniższym zdjęciu będzie to widoczne.
Do tego brzegi obszyłam dwoma kolorami koralików.
Ciekawa jestem, jaki sposób bardziej się Wam podoba - jednokolorowe czy dwukolorowe brzegi?


Czerwona gwiazdka jest z obu stron taka sama, więc i pokazuję ją z jednej strony.


Natomiast czerwona myszka z drugiej strony mam niby minisamplerek gwiazdkowy (wg mojego projektu). Koraliki na obszyciu też w dwóch kolorach.
I przyznaję, że nie podoba mi się zbyt bliskie obszycie myszowej.
Następna będzie miała większe puste pole wokół siebie.
Wydaje mi się, że tak będzie lepiej. Zobaczymy.


I na koniec najmniejsza myszka.
Tył haftu też wg mojego własnego projektu.

A w ogóle to jestem ciekawa, co sądzicie na temat obszywania myszek koralikami.
Czy dobrze wyglądają ???

Sądzę, że będą powstawać jeszcze jakieś myszowe hafty.
Bo nadal jestem totalnie  myszakami zauroczona ...


I to by było dzisiaj na tyle :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.
Dziękuję za odwiedziny i przemiłe komentarze !!!
Do następnego razu ...

środa, 27 lipca 2016

Życie na walizkach // Living out of a Suitcase

Dlaczego taki tytuł dzisiejszego wpisu, o tym za chwilę ;)

Po pierwsze witam  Was ciepło po trochę dłużej przerwie, a dzisiejszy wpis będzie kompletnie nietypowy, bo w całości poświęcony zmaganiom ogrodowym ...
Co nie znaczy, że zaniedbałam swoje robótki ręczne. Mają się całkiem dobrze. Ale o tym w następnych wpisach.

A teraz wracam do tytułu ...
Właściwie od maja br. jestem w ciągłych rozjazdach, a to wycieczka, a to wizyta u przyjaciół, a to jeden po drugim wypad na działkę (niebawem znowu tam wyruszam), potem wypad do koleżanki i znowu działka. Skończy się ten ciąg gdzieś około połowy października chyba.
Będę dokumentować choć trochę zdjęciami.
Najbardziej na tych ciągłych rozjazdach cierpi mój domek i moje blogi.
Ja natomiast czuję się momentami nieco zmęczona, ale ogólnie nie jest źle ...

Najwięcej czasu spędzam na działce, na której próbuję stworzyć namiastkę ogrodu.
Nie jest to łatwe, wziąwszy pod uwagę odległość od tego mojego niby ogrodu.
Wiecie jak to jest.
Ogród wymaga ciągłej opieki i uwagi, podlewania, wyrywania, przycinania i znowu podlewania i wyrywania - ja zaś to robię tylko z doskoku i dlatego nie jest różowo.
Na przekór jednak wszelakim przeciwnościom właśnie zasadziłam piękną różę - będą też następne.




Prawda, że piękna.
Mam tylko nadzieję, że przetrwa zimę.
Podobno mrozoodporna ;)
Lawendy nie przetrwały, z trzech jedna tylko nieśmiało wypuściła kilka listków. Może jeszcze coś z niej jednak będzie. Pocieszam się ...



Zasadziłam też inne kwiaty i kwitnące krzewy i bardzo liczę na to, że się rozrosną.
A więc pachnące goździki w trzech kolorach, jedną tawułę i dwie hortensje - pierwsza to ta mała po lewej (ma urosnąć), a drugiej nie obfociłam. Zrobię to następnym razem.
Jeśli hortensje jakoś się u mnie zaaklimatyzują, to będzie ich więcej (najlepiej całe stado), bo są to jedne z najbardziej przez mnie lubianych krzewów ...



Poza tym przybył skromnie jeden krzew borówki amerykańskiej. Docelowo będę trzy. 
W przyszłości ma powstać bardzo niewielki niby sad. Jakaś jabłonka, czereśnia, porzeczki i może coś jeszcze. Zobaczymy.
Pragnę dodać, że prezentuję tu dwa rodzaje zdjęć (z aparatu i z telefonu). 
Jestem ciekawa, czy są odróżnialne ???


I w końcu po wielu latach ma owoce chyba pigwa. Tak w każdym razie przypuszczam, sądząc po przeczytanych opisach i porównaniach z pigwowcem. 
W zeszłym roku miała swój pierwszy owoc.
W tym roku są już trzy. Może w przyszłym będzie obsypana owocami.

Pomiędzy krzakami pigwy widać pierwszy żółty kwiat, rośnie ich tam całe stado i kiedy rozkwitną, to całkiem fajnie to wygląda.



Nie zawiodły mnie jak zwykle konwalie, bzy i jaśminy. 
To pocieszające.

A teraz chciałabym Wam pokazać sosny, które nieodmiennie każdego dnia cieszą moje oczy. Malowane zachodzącym słońcem wyglądają przepięknie i porywająco.
Niestety, żadne zdjęcia tego do końca nie oddają.
Popatrzcie tylko.



Tu pokazałam pojedyncze sztuki, a wyobraźcie sobie cały lasek po drugiej stronie drogi, płonący kolorami zachodzącego słońca. 
Przepyszny widok, możecie mi wierzyć.

I jeszcze księżyc. Jego nie może nie być.
W ogóle niebo na Mazurach to zupełnie insza inszość. Niepowtarzalna.
Dwa dalsze zdjęcia robione w tzw. trybie malarskim. Ciekawe, jak się Wam podoba efekt.




Oj trochę długi ten wpis wyszedł.
Liczę, że zdjęcia wynagrodzą jego długość.

Dziękuję za Waszą obecność i liczne komentarze.
To wspaniałe :)
Pozdrawiam Wszystkich ciepło !!!

A ja pędzę składać Wam wizyty. Bardzo to lubię ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...