środa, 30 listopada 2016

Śnieżynki - Choinka 2016 (11) // The Snowflakes


Witam Was ciepło po dość długim niepokazywaniu się.
Mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej.

Prawie w ostatniej chwili, ale chyba zdążę opublikować wpis we wspaniałej zabawie zorganizowanej przez KASIĘ G., czyli w Choince 2016..
Aż się nie chce wierzyć, że za miesiąc będzie ten ostatni raz.

Tym razem pragnę Wam pokazać płatki śniegu, zwane też śnieżynkami.

Z góry Was przepraszam za jakość zdjęc, ale nic lepiej mi się nie udało przy tej szarości za oknem.
A oto już moje śnieżynki.

Chwilowo są trzy.
Każda z nich ma dwie haftowane strony - obie w innych kolorach.
Do haftu wykorzystałam tzw. muliny cieniowane.


Pierwsza śnieżynka haftowana muliną DMC Color Variations.

Druga natomiast jest wyhaftowana polską Ariadną, oczywiście cieniowaną.
Daje się zauważyć, że odcinki kolorystyczne w Ariadnie są dłuższe, więc i przejścia łagodniejsze.
Ale i jedna, i druga stwarzają ciekawe możliwości.


Trzecia śnieżynka zaś haftowana muliną DMC (to ta u góry) i  Madeirą.
Tę ostatnią mulinę używam rzadko, może nawet jest to pierwszy raz (nie licząc jedwabiu).

Bardzo jestem ciekawa, czy się Wam te moje śnieżynki spodobają.
I tylko żałuję, że nie zdążyłam moich maleństw wykończyć.

Na koniec jeszcze raz wszystkie trzy ...


I okazało się, że te moje hafciki bardzo na czasie, bo dzisiaj w stolicy momentami  sypało śniegiem całkiem nieźle, choć ostatecznie nie tak wiele go zostało na ziemi.


I tym śnieżnym akcentem żegnam Was już dzisiaj :)
Dziękuję za liczne komentarze i odwiedziny.
Do zobaczenia niebawem !!!

poniedziałek, 24 października 2016

Przywieszki do prezentów - Choinka 2016 (10) // The Gifts Tags

To już 10. odsłona Choinki 2016 u Kasi G.
Zupełnie nie chce się wierzyć, że ten czas tak szybko pomyka i że niedługo grozi nam koniec wspaniałej zabawy :(

Trochę będzie dzisiaj pisaniny, może jednak jakoś uda się Wam to przeżyć ...
W zasadzie to nie wiem, od czego zacząć, więc będzie trochę historii ...

Na tym swoim ostatnim długim wyjeździe zajmowałam się przede wszystkim działkowym ogrodem.
Ale jak wiadomo, na przełomie września i października dość szybko robi się ciemno.
W związku z tym pozostaje masa czasu do zagospodarowania.
I cóż ja robiłam?
No oczywiście haftowałam i haftowałam, poza tym jeszcze trochę czytałam.
Haftów mniejszych i większych powstało sporo - możecie mi wierzyć.
Zresztą będę je prezentować kolejno w miarę wykańczania.
Podsumowując, żadnego z tych haftów nie skończyłam.
Ani tych na Choinkę, ani inszych.
Dlaczego?
Któż to wie, ja w każdym razie nie bardzo.
Nawet się wkurzyłam nieźle, bo zaczęłam sobie haftować pewną małą wróżkę, sama dobierając kolory i nie spodobało mi się kompletnie.
A nie znoszę totalnie i nie umiem zbytnio pruć haftów (moja pięta Achillesowa).
Niektórzy jednak od czasu do czasu mają trochę szczęścia i koleżanka ofiarowała spruć mi się robótkę. Wielkie dzięki :)

Tak więc po powrocie do Warszawy postanowiłam zrobić coś małego, szybkiego i w związku z tym przyjemnego.
Powstały w ten sposób tytułowe przywieszki do prezentów.


A jeżeli myślicie, że rzeczywiście było łatwo, miło i przyjemnie, to niestety, ale nie.
Umordowałam się przy tych maleństwach całkiem nieźle.
To nie są prace dla osób mało cierpliwych, do których się zaliczam.
Nawet wzorki nie było łatwo dobrać, bo same zawieszki dość małe (4 x 8 cm).
Jak widzicie, znowu się przyplątały gwiazdki, jedna nawet zakwitła w doniczce ;)

Niestety, nie wszystko wyszło tak, jak chciałam, ale to moje pierwsze koty za płoty ...



Miało być tych przywieszek dziesięć, ale chwilowo powstało tylko sześć.
Docelowo będzie jeszcze więcej, ale nie wszystkie będą z hafcikami.
Jednak żadnych przyrzeczeń z mojej strony, bo czas pokaże, co z tych zamierzeń stanie się rzeczywistością ...



A takie różności wykorzystywałam.
Oczywiście poza mulinkami i kanwami DMC 18.


Tu westchnę sobie cichutko ;)
Dlaczego?
Bo bardzo bym chciała umieć pięknie oprawiać swoje prace, a tym czasem wychodzi mi to średnio na jeża zresztą.
Przepadam za samym haftowaniem, natomiast gorzej z tym wykańczaniem.
Ale podobno trening czyni mistrza, więc się nie poddam.
Postanowiłam wszystkie ukończone hafty sukcesywnie pooprawiać.
Trzymajcie za mnie kciuki :)

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam tymi swoimi wynurzeniami.
Na koniec jeszcze raz moje wszystkie przywieszki.


I to by było na tyle dzisiaj.
Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze.
Każdy z nich jest dla mnie ważny :)


sobota, 22 października 2016

Manekin i fartuszek // Mannequin and Kitchen Apron

Po pierwsze pragnę powitać moich nowych 
Gości Obserwatorów: Agnieszkę Janas i Karolinę S. 
Liczę, że się Wam tu spodoba i zostaniecie ze mną na dłużej ♡


Trochę dawno mnie tu nie było. 
Wyjazd mi się jakoś przedłużył. Prac w działkowym ogrodzie było mnóstwo, ale pogoda dopisywała i prawie (no może trochę mniej niż prawie) wszystko udało mi się zrobić. 
Sprawozdanie z ogrodowej działalności w najbliższym czasie ...

A po powrocie do domu zapanowało istne szaleństwo. Ilość różnistych zaległych prac jest po prostu kompletnie oszałamiająca. 
Nie jestem pewna, czy do końca roku uda mi się to ponadrabiać.

Teraz będzie jednak o czymś innym. O zakupach ?!?!?
Z Mazur przywiozłam sobie takie coś i jestem zachwycona ♡


Prawda, że cudo z tego mojego manekinka.
Lekki, można go złożyć, regulowana wysokość.
Jednym słowem, stworzony jakby specjalnie dla mnie.
I w dodatku nie odstręczał jakąś wygórowaną ceną.


Trochę ten napis mnie nie zachwyca, ale to jestem w stanie przeżyć.
Przecież będę go stroić, tak więc napis jakoś uda się chyba ukrywać.


I tylko popatrzcie, jak wspaniale będę mogła prezentować swoje filcowe wyroby. 
Zresztą nie tylko filcowe - chwilowo pozują moje osobiste stare szale ;) 
Do tego manekinek nawet całkiem fajnie wkomponował się w moje dosyć ciasne mieszkanko ...




A teraz będę się chwalić nowym fartuszkiem kuchennym. 
Zaś chwalę się dlatego, bo to mój pierwszy ...

Ostatnio doszłam do wniosku, że jednak coś takiego powinnam posiadać i zupełnie przypadkowo szybko udało mi się go nabyć.
Nie ma to jak niechcący wejść do słynnej sieci sklepów SH i upolować coś świetnego.


Prosty i bardzo fajny.
Kolorek i misie zachęciły mnie do zakupu.
Mam nadzieję, że będzie używany i dzięki temu moja odzież, a szczególnie bluzki, z dużo mniejszą częstotliwością będą się plamić (bardzo mnie to ostatnio wkurzało).
Tylko jeszcze muszę pamiętać, żeby go zakładać, kiedy trafiam do kuchni.
Może się jednak przywyczaję ;)


Chciałam Wam serdecznie podziękować za tak liczne odwiedziny - mimo mojej długiej nieobecności - oraz za przemiłe komentarze ♡

Kasiu G. - dzięki za pomoc przy wpisie Choinka 2016.
Małgorzato Żółtek - wielkie dzięki za nazwę kwiatka. Nareszcie wiem, co mam w domu.
Wyobraźcie sobie, że do tej pory kwitnie, choć już nie tak obficie.
Krysko, Violko, Anito M - o suszonych warzywkach będzie całkiem osobny wpisik. Mam nadzieję, że już jakoś niebawem.

I to by było na dzisiaj tyle. 
Żegnam się z Wami razem z fartuchowym misiem ♡



Pozdrawiam Was bardzo serdecznie ♡♡♡
Pędzę do Was w odwiedziny, nadrabiać zaległości ...





czwartek, 15 września 2016

Choinka 2016 (9)

Witam bardzo serdecznie  
moich nowych Gości Obserwatorów: Iventi Atelier, Zaklętą Igiełkę i Renatę C :)
Miło mi, że tu trafiłyście i zapraszam częściej, rozgośćcie się.


To już po raz 9. będę brała udział w zabawie Choinka 2016, zorganizowanej przez wspaniałą Kasię G.
Tym razem pragnę przedstawić jeden hafcik. 
Jak przystało na zabawę choinkową, jest to tym razem właśnie choinka.


Będzie to w przyszłości tzw. duża zawieszka (w trójkątnym kształcie, czego nawet zarys już widać). Niestety, nie zdążyła się oprawić.
Jak już się oprawi, nie omieszkam się pochwalić.



Ostatnio nie nadążam sama za sobą.
Sporo różnych nowych rzeczy powstało, ale nie zdążyłam obfocić.
Tak więc zaprezentuję dopiero w październiku.


Wzór znany z internetu, trochę przeze mnie przerobiony.
Przybyło np. prezentów, bo kto ich nie lubi ;)


Ale że człowiek nie samym chlebem (czytaj: haftem) żyje, więc ostatnio namiętnie oddawałam się suszeniu na słońcu przywiezonych przeze mnie warzywek bez konserwantów i inszej chemii.
Naobierałam się sporo i nakroiłam jeszcze więcej, bo poniższe zdjęcie to tylko jedna z wielu odsłon.
Za to zimą będę mieć wspaniałe warzywka do zupy ...


I jeszcze na koniec chciałam się Wam pochwalić pięknym kwiatkiem, który dostałam od siostry.
Nazwa nieznana, siostra zwie go trawką.
Jest przeuroczy i od ponad miesiąca rozpieszcza mnie swoimi ślicznymi kwiatkami.

Może ktoś będzie wiedział, co to za wdzięczna roślinka.



I tym miłym kwiatowym akcentem żegnam Was chwilowo.
Dzięki wielkie za odwiedziny i cudne komentarze.
Pozdrawiam serdecznie i nadal letnio :)

czwartek, 8 września 2016

Jesienna dziewczyna // Autumn Girl

               

Opadają liście  Czas snuje się mgliście  Świetliście  Anieliście  Liście  Liście  Liście ...
                                                                                                                   /E. Domarecka/    

Dzisiejszy wpis nietypowo zaczynam urywkiem wiersza może, który bardzo mi się spodobał i jakoś tak pasuje do właśnie skończonego, najnowszego haftu (próbowałam ustalić, skąd i czyj ten tekst, ale mi się nie udało... może ktoś wie, będę wdzięczna). 

Będzie więc trochę jesiennie, bo właśnie z tą porą roku skojarzył mi się już dawno ten wzór i w końcu udało mi się wyczarować go na płótnie.
A oto już moja jesienna monochromatyczna dziewczyna ...
(przepraszam Was, że niedoprasowana, ale to wszystko z pośpiechu)



Czy Wam też kojarzy się z jesiennym opadaniem liści, z ich zawirowaniami na wietrze.
Mimo braku barw typowo jesiennych z tą porą roku mi się łączy.
Dziewczyna wśród drzew i wśród lecących na nią liści.
Prawdaż, że to najprawdziwsza jesień.


Z tym jesiennym wiatrem
tańczą sobie liście,
tańczą sobie tańczą
czerwono złociście.
/E. Szelburg-Zarębina/


Wzór ten już od dawna za mną chodził ...
Powiem więcej, w przyszłości powstanie co najmniej jeszcze jeden, choć trochę inny.

Rozpoczynając haftowanie, myślałam, że pójdzie to jakoś migusiem, ale jednak trochę trwało.
Haft okazał się całkiem spory i całkiem sporo zjadł muliny (czeskiej zresztą) w kolorze jakby zszarzałej zieleni.
Miałam jej naprawdę dużo, a zostały mi tylko cztery moteczki.
Nawet się w pewnym momencie zaczęłam obawiać, że zabraknie ...
I już wiem, jak będzie wykorzystany.
Ale o tym przy innej okazji.


Już jesień
rodzi się w moich oczach.
Króluje
przez kilka miesięcy
i odchodzi
JESTEM JAK JESIEŃ
złota,
szczera
ciepła
zimna.
KOCHAM JESIEŃ
Kiedyś przysypie mnie
liśćmi
JESTEM JESIENIĄ...
Widzę, że przemijam
/M. Jasnorzewska Pawlikowska/


Nie myślcie sobie, że to koniec wpisu.
Będzie jeszcze trochę o moich wojażach.

A takie cudeńka sobie z nich przywiozłam.
I teraz wiszą pod sufitem, schną sobie i pachną miętą, rozmarynem, estragonem, melisą, bazylią i lubczykiem.
Cudne zapachy ...


I już zupełnie na koniec trochę fotek z miasta, które od czasu do czasu odwiedzam i które coraz bardziej mi się podoba.
Bardzo jestem ciekawa, czy odgadniecie co to za miasto ???



Dziękuję bardzo Wam za rozpoznanie kwiatków rosnących w moim ogrodzie. 
Jesteście niezastąpione.
Dziękuję również za liczne odwiedziny i wspaniałe komentarze.
Pozdrawiam bardzo serdecznie :)))

wtorek, 30 sierpnia 2016

Kolory w ogrodzie // The Colors in the Garden


Witam bardzo serdecznie 
moich nowych Gości Obserwatorów: Ulę K., Dorotę i Annę S.
Bardzo mi miło, że do mnie zawitałyście 
i liczę, że zostaniecie ze mną na dłużej :)))

A teraz temat główny, czyli kolory w ogrodzie. 
Od razu pragnę się trochę usprawiedliwić, że temat zdecydowanie nie pokrywa się jeszcze z rzeczywistością, ale to takie nasze (moje i córki) marzenie - taki bardzo kolorowy ogród.
Tymczasem przybyło trochę nowych kwiatów i krzaczków.
Tylko zasadniczą kwestią jest pytanie - ile z nich przetrwa zimę i się zaaklimatyzuje...
To jest jedna z największych bolączek tego mojego ogrodu na działce ;)

Pierwszy kwiat to biała ostróżka.
Podobno niewymagająca i dobrze znosi mrozy.
Zobaczymy w przyszlym roku, jak je znosi.
Jeśli się przyjmie, to w przyszłości może jeszcze inne kolory przybędą.


A tutaj moje żółciutkie kwiatki (nie znam nazwy, dostałam kiedyś od sąsiadki), które sobie pięknie radzą między pigwami.
Pisałam o nich wcześniej TUTAJ.


I znowu nowość, czyli dość pospolite Marcinki, też białe.


I coś ślicznego w pięknym fuksjowym kolorze - zapomniałam nazwy ;)
Tych ślicznot przybyło aż trzy.


Ale nie myślcie, że samymi kolorami i kwiatkami żyłam podczas ostatniego mojego wyjazdu.
Ciężko pracowałam na odkrzaczaniem działki. 
Derenie oszalały i rozrosły się w sposób całkowicie niekontrolowany (oczywiście przez nas niekontrolowany). 
A niżej to tylko cząstka wyciętych przeze mnie krzaków.


I jeszcze pozbywałam się karp po tychże krzaczyskach.
W tle widać nowe tuje.
A będą jeszcze inne krzewy, tylko mniej krzaczaste.
Nie myślcie, że wszystkie derenie to spotkało.
Zostało ich całkiem sporo.


Zaś te kwiatki sobie przywędrowały i nie znam ich nazwy (może ktoś mi podpowie).
Są piękne i będę próbowała je rozmnożyć.


I znowu nowy nabytek.
Hortensja "Bobo" (przebarwiająca się na zielono).
Jakoś w nadzwyczajny zachwyt mnie chwilowo nie wprawia, ale ją motywuję i liczę, że się jednak rozrośnie.


I wspaniałe floksy, które żadnych mrozów, wiatrów i innych przeciwności się nie boją.
W przyszłości przybędzie ich więcej i w różnych kolorach.
Niech cieszą nasze oczy.


Na koniec moja teraźniejsza chluba.
Hortensja ogrodowa (ma być podobno duuuża).
Trzymam mocno za nią kciuki, bo jestem nią zachwycona.
Zabezpieczyłam ją kratkami, żeby trochę ją wspomóc w walce z wiatrami (następna zmora moich roślinek).


Jeśli hortensje się u nas przyjmą, to będzie ich w przyszłości więcej i w różnych kolorach.
Po prostu przepadam za nimi.
Za piwoniami też przepadam, ale one niezbyt przepadają za tym miejscem.

Teraz odrobina humoru :)
Mamy w tym niby ogrodzie tak wspaniałą ziemię, że nawet kret nas omija, bo widocznie nie może się przedrzeć przez te wszystkie kamienie ...

Niestety inne stwory nas nie omijają.
Coś zeżarło młodą odnogę mojej nowej róży. I zamiast pięknego kwiatka powitał mnie smętny kikut.

Na koniec tego ogrodowego wpisu gałązka pięknej hortensji dla Was !!!


Pozdrawiam Was serdecznie.
Dziękuję serdecznie za liczne odwiedziny i komentarze.
Do zobaczenia niebawem :)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Znowu niby-bombki - Choinka 2016 (8) // Again Quasi-Baubles

Miało być trochę inaczej, ale nie wyszło ...

Tak więc w 8. już odsłonie w świetnej zabawie u KASI  (bardzo mnie motywującej do pracy) znowu pokazuję Wam bombki.
I choć są inne niż poprzednio, to miałam nadzieję na pokazanie jeszcze czegoś.
Haft co prawda gotowy, ale nie zdążyłam oprawić.
Tak więc będzie pokazany dopiero we wrześniu.
Nie zdradzę jednak, jaki to haft ...

Z kolei mój własny projekt raczej przesunie się dopiero na październik.
Oj, jakoś tak się ostatnio wszystko układa, że czas mi się okropnie skurczył na wszelakie rękodzieło, choć nie będę ukrywać, że intensywnie haftuję i filcuję.
Rezultaty będę się starała jakoś sukcesywnie prezentować :)

A teraz już moje nowe trzy bombki.


Jak widać, tym razem na jedną z bombek wskoczyła świąteczna wróżka.
Może spełni jakieś moje życzenie.

Różdżkę maleńkiej wróżki wyhaftowałam złotą nitką (żeby było bardziej wróżkowo), choć na zdjęciu trochę słabo to widać.
Może jeszcze jakieś wróżki wskoczą na moje haftowane bombki.
Mam w każdym razie taką nadzieję.
I muszę dodać, że koraliki wszywa mi się coraz lepiej.


Tutaj wróżka ze swoim (nie do końca udanym) tyłem ...


A tu znowu gwiazdki.
Tym razem eksperymentowałam z kształtem (są ośmiokątne).
Wyszły nieźle, choć nie do końca jestem zadowolona z efektu.
Następnym razem będzie lepiej ;)



I na koniec jeszcze raz maleńka wróżka.
Niech i Wam spełni jakieś fajne życzenia !!!


I to by było tyle na dzisiaj.
Następnym razem na odmianę może trochę ogrodu ...

Dziękuję za Wasze odwiedziny i fantastyczne komentarze pod wpisem z szalem.
Jest mi baaardzo miło. 
Zachęca mnie to do dalszego doskonalenia.
Pozdrawiam serdecznie i letnio :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...